Szachy szympansa

Od mniej więcej połowy 2014 roku odkrywam jak fajną grą są szachy. Odkrywam na nowo, gdyż za młodu grywałem z ojcem, który nauczył mnie tej wspaniałej gry.

Jeśli spojrzeć na statystyki poniżej to idzie mi na razie dość słabo, żeby nie powiedzieć beznadziejnie :). Niemniej samo granie z innymi osobami sprawia mi tak dużą przyjemność, że sam wynik jest sprawą całkowicie nieistotną. Podobnie jak z koszykówki tak i z szachów potrafię czerpać przyjemność z samej tylko gry, niezależnie od wyniku końcowego.

Miejsce:
28801 na 1572327 zawodników

Najmniej punków:
1068
Najwięcej punktów:
1296
Aktualnie punktów:
1284

Stan na: 28-01-2016

 

Przy szachownicy można mnie spotkać korzystając z aplikacji Chess Time. Aplikacja z tego co wiem dostępna jest na wszystkie systemy operacyjne. Jeśli chciałbyś ze mną zagrać, zapraszam. Mój nick to santri.eu 

Podczas gry lubię poznać osobę, z którą gram. O ile podczas samej rozgrywki nie przeszkadzam, to na początku możesz spodziewać się krótkiej rozmowy na czacie. Bez obaw nie jestem gadułą, szanuję też Twoją prywatność tak więc porozmawiamy sobie tylko na tyle na ile będziesz chciał i tak, żeby za długo nie zwlekać z grą :).

Poniżej będę prezentował najlepsze moim zdaniem partie jakie udało mi się rozegrać. „Najlepsze” w moim słowniku szachowym wcale nie oznacza wygrane. Najlepsze partie to te, z których nauczyłem się czegoś nowego.

 


#1

Na początek partia, w której szło mi tak dobrze, że w pewnym momencie mój rywal (siwoglowy) zaczął podejrzewać, że nie gram uczciwie i korzystam z pomocy komputera. No cóż… potraktowałem to jako komplement dotyczący coraz bardziej rozwijającej się mojej gry :).
Czego mnie to nauczyło? Tego, że w obecnym elektronicznym świecie, gdzie kontaktujemy się głównie wirtualnie, bardzo często nawet się nie znając fizycznie, przestrzeganie zasad kultury i fair play jest niezwykle cenne i poszukiwane przez innych, również grających fair. Jeśli chcesz spotykać na swojej drodze ludzi uczciwych, sam taki bądź i nie ulegaj pokusom łatwego oszustwa.


#2

Jako kolejną, pokażę partię, za którą szczególnie jest mi wstyd. Wyszła w niej ciemniejsza strona mojej natury, która sprawia, że czasem strzelę przysłowiowego focha. Tutaj po serii wcześniejszych przegranych, z innymi zawodnikami, zakończyłem grę z wasoneill’em bez słowa po kilku ruchach. Cóż tutaj mogę powiedzieć. Zachowałem się jak obrażone dziecko i dopiero po kilku dniach ochłonięcia wrociłem, przeprosiłem i zapytałem czy możemy zagrać ponownie. Nie mogliśmy. Mój oponent potraktował mnie tak jak powinno się mnie potraktować, jak rozkapryszone dziecko, któremu przyda się dla jego własnego dobra kubełek zimnej wody na głowę.
Czego mnie to nauczyło? Od tamtej pory w chwilach „psychicznego dołka” wstrzymuję się od podejmowania jakichkolwiek działań, jeśli jestem w stanie wzburzenia emocjonalnego. Emocje – negatywne emocje – mają jedynie działanie destrukcyjne. Ulegając im na pewno coś popsujesz, czego później będziesz żałował.


#3

Tutaj kolejna bardzo krótka jak widzicie partia. Już na samym początku straciłem hetmana przez chwilę dekoncentracji. W tym momencie chciałem zakończyć grę i rozpocząć nową i wtedy siwoglowy powiedział coś co spowodowało lekkie przeoranie mojej głowy i podejścia do szachów a w konsekwencji także i do innych spraw z jakimi się borykam każdego dnia :). Pozwólcie, że zacytuję dialog po utracie hetmana przeze mnie.

[ja] ech. dekoncentracja, czy możemy zacząć jeszcze raz?
[siwoglowy] przecież to nie koniec świata, Myślę, że powinieneś dokończyć. W szachach nie tylko otwarcie jest ważne. Dużo bardziej trzeba się wysilać, żeby znaleźć rozwiązanie nie posiadając przewagi i może to Ci więcej wniesie

Czego mnie to nauczyło?

  • Po pierwsze, nie trać głowy jeśli przez chwilę coś Ci się nie uda.
  • Po drugie nie poddawaj się już na starcie.
  • Po trzecie kombinuj, a jak wiesz że przegrasz to przynajmniej minimalizuj straty :).
  • Po czwarte Przegrana uczy Cię o wiele więcej niż wygrana

 

#4

Jedna z ciekawszych i na szczęście wygranych partii :). Po początkowym słabym otwarciu i dość kiepskiej sytuacji w środku partii postanowiłem wziąć się za siebie i przede wszystkim za swoją grę. To co mnie tu dekoncentrowało i przeszkadzało to rozdrobnienie na 3 partie na raz i brak ciągłości w grze, przerywanej pracą na komputerze. Ani praca mi nie szła ani gra. Poprosiłem rywala o kilka godzin przerwy i dokończyliśmy grę wieczorem. Jak widać w końcówce już z dużo lepszym efektem dla mnie.

Czego mnie to nauczyło?

Podstawowa sprawa to należy zdać sobie sprawę z własnych słabości. W moim przypadku gra symultaniczna i dużymi przerwami nie jest dobra. To samo dotyczy się pracy i zadań jakie wykonuje. Od tej partii, jeszcze mocniej pilnuję określonych „slotów” wykonywania zadań co znacząco podnosi moją wydajność i jakość pracy.

Podziel się ze znajomymi, to takie miłe